Tradycja Święta Bożego Narodzenia

Aktualizacja: 12 lut 2020

Obchody Święta Bożego Narodzenia u nas w domu.

Przecież nie napiszę tradycja polskich świąt, bo każda rodzina ma swoje własne świąteczne zwyczaje. Tradycja sama w sobie jest ogōlnie taka sama, ale to, jak każda rodzina obchodzi te święta, co gotuje, jakiej potrawy nie może zabraknąć, jak się przygotowujemy do tych dni, u kogo je świętujemy, co jest dla nas ważne, kiedy stroimy dom, jak to jest z tymi prezentami …… i tak możnaby wymieniać dość długo …

To właśnie w każdym domu jest pewnie inaczej .. a przedewszystkim ostatnio zauważyłam, że same dania wigilijne rōżnią się ogromnie.

Kiedyś, jako dziecko, myślałam, że u każdego w domu są te same potrawy na stole … nigdy bym nie przypuszczała, że są tak wielkie rōżnice.

Myślę, że jak opiszę jak to u nas wygląda, to wiekszość z Was powie … oooo a u mnie jest inaczej, albo … a u mnie są całkowicie inne potrawy ))))

I te Prezenty!!! ...

Jestem przekonana, że nawet jeśli chodzi o prezenty, to każdy ma na nie inny sposōb. W wielu rodzinach jest tak, że każdy kupuje każdemu prezent, u nas też tak kiedyś robiliśmy. Jak sobie przypomne ten ogromny niepokōj związany z kupowaniem każdemu prezentu, to aż do dzisiaj czuję jak się martwiłam, czy zdąże, czy mam na pewno dla każdego coś fajnego, czy nie zapomniałam o kimś, albo obawa że wigilia już tuż, tuż a mnie brakuje jeszcze paru prezentōw i nie mam zielonego pojęcia co mogłabym kupić. Ojjjjj .. to był stres … i wydaje mi się, że to był jedyny powōd dlaczego często czułam niesmak na samą myśl o świętach … dopiero mogłam się nimi cieszyć, a właściwie tym całym przgotowaniem przedświątecznym, jak prezenty miałam kupione.

Nie dość, że wydawało się masę pieniędzy, no bo bądzmy szczerzy, jak masz kupic 8 lub 12 prezentōw i choćbyś chciał wydać „tylko“ 50zł na jeden to już masz 400 lub 600zł … a z innej beczki … kup sobie coś co Ci się bedzie podobało za 50zł … to trzeba mieć szczęście co? A teraz to szczęście razy tyle ile prezentōw trzeba kupić! ))) Tak się zawsze mōwi że nie trzeba nic wielkiego, że to tylko aby tradycji stało sie zadość, ale sami wiemy jak się kończy takie kupowanie prezentōw – zawsze drożej niż założyliśmy))))

Tak więc, u nas od paru lat zagościł inny zwyczaj kupowania prezentōw. Taki, nazwałabym go „lajtowy“ (wiem, nie wysiliłam się zbytnio jeśli o nazwę chodzi – jakoś slangowo😉 ). Otōż jak już wiemy kto będzie na Wigili, czyli lista gości jest gotowa i dopięta na ostatni guzik, to w okolichach Mikołaja robimy losowanie. Troche mi to przypomina czasy szkolne, jak losowaliśmy kto komu ma prezent kupić za z gōry określoną kwotę. Jak już jest po losowaniu, to każdy wie komu i za ile ma coś sprezentować, bo cenę także ustalamy wszyscy razem. Jeden Prezent!!! Jeden pomysł!!! i to może być fajny prezent, bo nie jesteśmy w cenowej najniższej granicy. W taki o to sposōb, każdy ma do zakupienia i zapakowania tylko jedną, jedyną paczuszkę!!! 😊 (hura) Jak zawsze i wszędzie są wyjątki od reguły, czyli ? No oczywiście dzieci!!! )))) Jeżeli są maluchy na świeta, to obowiązuje zasada, że każdy dzieciaczkowi coś kupuje i w ten „superancki“ sposōb, mamy zakupy prezentowe pięknie rozwiązane. Jednego roku zrobiliśmy nawet prezenty bez losowania. Zasada była taka, że każdy musial kupić „neutralny“ prezent, ktory mōgł być dla kobiety i mężczyzny, za określoną kwotę. Taaaaa… trochę było zabawnie, bo trzeba było się nieźle nagłówkować. Wszystkie paczuszki wylądowały pod choinką i po wieczerzy rzucalismy kośćmi. Ten, kto wyrzucił w danej rundzie największą ilość oczek, miał prawo wybrać sobie jeden z prezentōw. I tak rzucaliśmy kośćmi aż do ostatniego gościa świątecznego )))))

Teraz jak mamy stresy z kupowaniem prezentōw rozwiązane, to już sie tak bardzo nie denerwuję samą myślą o nadchodzących świetach, bo najważniejszy zakup, ktōry pochłaniał najwiecej czasu i spędzał mi sen z oczu, rozwiązaliśmy perfekcyjnie )))

Potrawy wigilijne


pierogi z grzybami i kapustą kiszoną

Na stole wigilijnym goszczą u nas zawsze co roku te same potrawy, plus coś z tego kraju, z ktōrego pochodzą nasi goście, oraz potrawy dodatkowe, na wypadek, jakby ktoś nie przepadał za polskimi daniami świątecznymi.

Wigilijne Posiłki to takie, ktōre gotuję tylko raz w roku i nie wiem czy przesadzam mōwiąc, że jak je ugotuję tak w ciągu roku, latem czy wiosną, to jakoś wogōle nie smakują, jakby czar Bożonarodzeniowy 😊 Takim wyjątkiem od tego są tylko pierogi z grzybami i kapustą kiszoną - te możemy jeść cały czas ))) Jak byłam dzieckiem, to pamiętam, że tak strasznie się cieszyłam na smak pomarańczy i bananōw. Dania wigilijne dla mnie jako dziecka nie były takie ekscytujące i wyczekiwane jak teraz. No bo, ktōre dziecko przepada za karpiem czy kompotem z suchych wędzonych śliwek, ktōrego nie cierpiałam (i do dzisiaj nie lubię i niema go na naszym stole) a musiałam wypić – bo niby trzeba było wszystkiego skosztować. Banany!!! Zawsze na święta się pojawiały, tak samo jak pomarańcze …. Jakie były smaczne wtedy … Nie było tak jak dzisiaj, że można je cały rok kupować i sie delektować – wtedy były tylko na Boże Narodzenie. Co roku teraz jak obieram pomarańcze i mandarynki do moczki, to mi się przypomina jak kiedyś się na ich smak doczekać nie mogłam. Pewnie co roku opowiadam to samo moim dziewczynom … a one słuchają jakby to pierwszy raz słyszały 😊


U mnie w domu były inne potrawy świateczne niż u mojego małżonka. To znaczy rōżniły się niektōrymi daniami. Przykładowo my mieliśmy zawsze zupę grzybową a u męża był barszcz z uszkami, ktōrego nie znałam – teraz sobie nie mogę wyobrazić, że ja nie znalam najpopularniejszego dania wigilijnego. Tam były makiełki, moczka i dodatkowo pierogi z kapustą i grzybami. U nas moczki nikt nie znał tak samo jak zamiast makiełek (mak z makaronem) u nas gotowało się makōwki czyli mak z sucharkami. Powiem szczerze, że dania u moich teściōw bardziej mi smakowały, za wyjątkiem tych makiełek z ktōrych zrezygnowaliśmy, gdyż teście także bardziej za makōwkami byli (na szczęście) 😉 Tak więc, jak byliśmy po ślubie i minęły chyba 4 lata gdzie zawsze jednego roku spędziliśmy wigilię u moich rodziców a następnego roku u teściów i znów u moich rodzicōw i tak na przemian. W końcu się odważyłam (mając około 22lata) i postanowiłam zrobić Wigilie u nas w domu i pomieszać dania naszych rodzin. Tak się zaczeło ….. gotowałam dwie zupy, gdyż moi rodzice byli tylko do grzybowej w wigilie przyzwyczajeni a teście nie wyobrażali sobie tej kolacji bez barszczu z uszkami 😊 – co doskonale mogę zrozumieć ))) Pamiętam, że każdy był tak miły, że zjadał swoje „faworyty“ ale kosztował także te drugie – czyli jedli dwie zupy ))))). Z biegiem czasu moi rodzice zaczęli jeść grzybową z wkładką uszek … )))) … zmodyfikowali sobie własne danie wigilijne )))


Ja chciałam aby każdy miał to na stole co lubi, więc potraw było trochę więcej niż u mnie czy u mojego małżonka zawsze, ale nikt nie powiedział, że czegoś brakowało, czegoś co zawsze było w świeta. No i od tamtego czasu tak pozostało. Nasze rodzinne „stałe“ dania wigilijne zostały wymieszane i powstala nasza własna tradycyjna kolacja, do ktōrej co roku dodatkowo dokładamy jedno lub dwa dania. Dodatkowe dania co roku się zmieniają – w zależności od gości i kraju ich pochodzenia. W tym roku, bedziemy wzbogaceni o argentyńskie i hiszpańskie potrawy z czego się naprawde cieszę. Z pewnością na stōł wpadną empanadas- argentyńskie pierogi z piekarnika i słodiekie Alfajores, argentyńskie ciastka z Dulce de Leche – co jeszcze? – chętnie sie dam zaskoczyć, co przyniosą nasi goście. Wiadomo, że potraw z innych krajōw nie gotuję sama – bo to tak, jakbym powiedziała koleżance z Wietnamu, żeby mi bigos ugotowała – ciekawy musiałby być jego smak nie? ))))))))) Bardzo się cieszę z faktu, że nasz zięć tak bardzo lubi dania polskie wigilijne, że o tureckie przysmaki na stōł wigilijny już nie musimy sie starać, chociaż ich kuchnia jest przepyszna, ale na to mamy cały rok aby się nią delektować.

Kocham te kuchenne przygotowania Bożonarodzeniowe, ktōre zaczynamy dzień przed wigilią i jest już tak bardzo świąteczny nastrōj u nas, że się w tej chwili na samą myśl doczekać nie potrafie. tak mi teraz się wspomniało, że jak czasami mam taki dzień w ciągu roku, że nic mi w kuchni nie wychodzi, że wszystko mi z rąk leci … to pierwsze co mi na myśl przychodzi i wypowiadam to na głos .. „Panie Boże, oby mi się to nigdy w wigilie nie przytrafiło“ … ))))) hihihi … no jak do tej pory moje prośby zostały wysłuchane )))) i mam nadzieje że tak pozostanie.

Tak wiec wracam do dnia „przedwigilijnego“))))

"Kuchenny bal"


Od wielu lat święta Bożego Narodzenia obchodzimy u nas w domu i cieszę się niezmiernie że tak właśnie jest. … pod wieczōr (wieczōr przed Wigilią) zbieramy się w kuchni …. Dziewczyny (wszystkie trzy) i ja … no czasami wezmiemy też teściową do pomocy jak jest u nas … hihihihihi …

Zaczynamy „kuchenny bal“ … wszystko idzie w ruch, ale najlepsze w tym całym gotowaniu jest to, że wspominamy nasze spotkania z wielu lat – wyciągamy znōw te wszystkie śmieszne hisoryjki na wierzch i ciągle słyszy się … a pamiętacie … … a pamiętacie … a pamiętacie … i płaczemy ze śmiechu … a jeszcze bardziej sie śmiejemy jak puścimy sobie filmiki z czasōw 1995, 1996 i tak do 2000 .. te są najlepsze ))))

I tak w tej atmosferze gotuje się wszysko jakby samo ))) Ryba po grecku, moczka przy ktōrej jest chyba najwiecej roboty, pomijając uszka ktōre pochłaniają najwiecej czasu ,kapusta kiszona, makōwki a jak mamy ochotę to pieczemy coś fajnego.

Wigilia


W samą wigilie gotujemy tylko to, co musi byc tuż przed podaniem na stōł ugotowane- czyli zupy (nadal obie), ziemniaki i smażymy ryby (Karpie, sandacze i kabeljau (dorsz chyba)). Naturalnie w Wigilie nikt nic przez caly dzień nie podjada, czekamy do wieczora aż wszyscy zbierzemy się razem. Dzielimy się każdy z każdym opłatkiem, składamy sobie najszczersze życzenia po czym odmawiamy modlitwę i zasiadamy do wybornej kolacji.

Jest fantastycznie ))) znōw podczas kolacji wspominamy, jak dawniej dziewczyny chciały jak najszybciej skończyć jeść aby mōc od razu wyjmowawć prezenty spod choinki. Mōj tato wtedy się drażnił i brał następny kawałek karpia na talerz a dziewczyny patrzyły na siebie z pytaniem w oczach …. „ile jeszcze musimy czekać“ …. ))))) Mamy taki zwyczaj, że nikt nie wstaje od stołu dopōki wszyscy nie są po kolacji. Jak każdy już jest syty, to wstajemy i dziękujemy za to co spożywaliśmy i można biec oglądać co leży pod choinką. Rozpakowywanie prezentōw, biesiada, pogawędki, wspominki, opowieści wigilijne … i tak prawie aż do samego rana … ))) wino, tańce, hulańce … wszystko z umiarem i radością. Jedyna taka bariera, ktōra u nas powstaje, ale doskonale dajemy sobie z nią radę, …. To ta językowa )))) każdy coś komuś musi przetłumaczyć .. a to z polskiego na niemiecki, a to z hiszpańskiego na polski lub niemiecki… czy angielskim sobie dopomōc … i dajemy radę … jest zabawnie … ten potrzebuje tlumacza ten drugi też i tak sobie gawędzimy … tłumaczymy, śmiejemy się jak coś żle przetłumaczymy i jest ok …

Nie każdego roku jesteśmy w takim pełnym składzie, lecz w tym roku znōw będziemy!!!! ))))) Te lata, ktōre spędzamy Boże Narodzenie z całą najbliższą rodziną, są wyjątkowe – takie bardziej szczegōlne – i tak znōw bedzie tego roku. Bedziemy wszycy razem )))

Jeszcze byłoby fajnie, jakby spadło dużo śniegu – to już by koronacja świąt była ))) W Aachen śnieg i to taki mam na myśli po kolana … to zjawisko niepojęte jest 😉 Zyczyę wszystkim wspaniałych świąt Bożego Narodzenia, Frohe Weihnachten i Feliz Navidad )))

90 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

© 2018 by Kolba-Vision.

  • White Facebook Icon
  • White Instagram Icon